dachy

Praca przy dachach na emigracji

Gdy wyjechałem za granicę, moim jedynym celem było jak najszybsze dorobienie się i powrót do domu. Miałem ogromne szczęście, że mój ojciec znał się dobrze na swojej profesji i miał dość cierpliwości, by wszystkiego mnie nauczyć.

Dachy najlepszej jakości

dachyJeździłem z nim po całej okolicy i razem kładliśmy dachy odkąd tylko pamiętałem. Oczywiście najwięcej zleceń mieliśmy w naszym rodzinnym mieście, Tarczynie, ale zdarzało nam się jeździć również po innych miejscach takich jak na przykład Konstancin Jeziorna czy Nadarzyn by i tam kłaść najlepszej jakości trwałe dachy do domów z Grójca. Gdy w wieku dwudziestu lat wyjechałem do Anglii od razu wiedziałem co chcę robić. Pierwsza firma w której przedstawiłem swoje kwalifikacje i chwilę pogadałem na temat dachów od razu mnie zatrudniła. Powiedzieli, że mają ogromne szczęście, że akurat do nich przyszedłem – dosłownie dzień wcześniej zwolnił się ich pracownik, i aktualnie szukali kogoś do pracy od zaraz. Byłem w siódmym niebie. Okazało się, że dachy w Anglii różnią się nieco od tych, którymi zajmowałem się w Polsce. Mimo wszystko podstawy zawodu się nie zmieniły, więc szybko przyswoiłem sobie nowe informacje i mogłem pracować jak najlepszy specjalista. Kładłem dachy w całym regionie, zaś moja pensja przekraczała kilkukrotnie to, co mógłbym zarabiać w Polsce. Mimo wszystko nie chciałem zostawać tam na stałe – zamiast tego wolałem dorobić się, i w moim kraju otworzyć firmę, która będzie kładła dachy. W końcu to była moja pasja, którą ćwiczyłem od dziecka. Nie chciałem też żyć w kraju, w którym nie miałem znajomych i w którym cały czas musiałem się wysilać by rozmawiać w nieswoim języku.

Mając dobry zawód życie w Polsce również mogło wyglądać świetnie, i tego zamierzałem się trzymać kładąc dachy w mojej własnej firmie w rodzinnym mieście.