toczenie

Norwegia i toczenie cnc

Nie pamiętam czy jeszcze kiedykolwiek miał miejsce w historii Polski tak wielki exodus jak wówczas, gdy rozniosło się, ze w Norwegii za fachowca, który wie co to frezowanie cnc płacą piętnaście tysięcy złotych miesięcznie na start. Dosłownie w przeciągu tygodnia ich rynek zapełnił się Polakami żądnymi pieniędzy, którzy choć niespecjalnie potrafili mówić w jakikolwiek języku poza polskim, to mieli jak najbardziej chęć do pracy i dolary w oczach, niczym niektóre postacie w kreskówkach.

Toczenie cnc było opłacalne

toczenieDla ogromnej większości prace takie jak na przykład obróbka skrawaniem były proste i banalne, Norwegowie z kolei nie chcieli się tym zajmować i woleli zlecić to ludziom z innych krajów. Nie tylko to zresztą, bo i profesjonalne toczenie na Śląsku również było bardzo dobrze opłacane w kraju leżącym najbardziej na północy z półwyspu skandynawskiego. W moment z zakładów poznikali specjaliści. Cały Śląsk miał wówczas problem żeby ich zastąpić kimś odpowiednim, i nie od razu udało im się zapełnić tę lukę. Skorzystali na tym właściwie wszyscy poza zwykłymi ludźmi – ci którzy wyjechali zaczęli zarabiać pięć razy tyle co dotychczas, ci którzy zostali również zaczęli zarabiać więcej ponieważ było ich coraz mniej a popyt rósł, pracodawcy musieli płacić im więcej a zwykli ludzie zlecający im różne prace po prostu zaczęli płacić więcej. Tak jest w każdej branży z każdym zawodem (nie tylko obróbka cnc tak ma), w którym nagle powstanie wielka luka której na dobrą sprawę nie da się w pełni wypełnić. Z kolei gdyby wrócili z Norwegii do Polski zachęceni sporym wzrostem płac, pensje od razu by spadły, ponieważ podaż by się zwiększyła. Sporo z nich chciało wrócić – Norwegia nie dość, że była zimna i depresyjna, to w dodatku szybko zaczęli odczuwać bycie z dala od żony i dzieci.

Czuli się tam nieswojo, zwłaszcza ci bez języka, na których wszyscy patrzyli spode łba. Rdzennym mieszkańcom nie podobali się ci, którzy nie chcieli się asymilować, robotnikom z kolei nie chciało uczyć się języka tylko po to, by popracować jeszcze pół roku, i z odłożonymi pieniędzmi na koncie wrócić do kraju i spłacić kredyt na mieszkanie czy kupić nowy, lepszy samochód.